Po miłość na koniec świata - rozmowa z Agnieszką Khokhar cz. 2


W pierwszej części rozmowy z Agnieszką Khokhar mogliście przeczytać o niezwykłych początkach jej międzykontynentalnego związku. Przed Wami druga część, a w niej opowieść o kolejnych ślubach i wyzwaniach polsko-hinduskiej pary.


Minął rok od sformalizowania Waszego związku w Londynie i pojawiła się informacja o drugim ze ślubów.


Tak, nasz drugi ślub odbył się w Indiach. Myśleliśmy, że to będzie coś małego – krótka uroczystość w Gurudwarze, czyli świątyni wiary, którą rodzice Harrego wyznają. Jednak teściowie nas zaskoczyli. Chociaż ślub i tak był mały jak na hinduskie standardy, bo było na nim jedynie 150 osób.


Jak wyglądały przygotowania do ceremonii?


Zwyczajów jest wiele. Przykładowo dzień przed ślubem wszystkie kobiety z rodziny Harrego do późnego wieczora śpiewały stare hinduskie pieśni. Dla panny młodej podstawą jest mehendi - czyli skomplikowane wzory nanoszone henną na rękach i nogach. Miałam też churi, czyli czerwone bransoletki, które powinnam nosić przez miesiąc po ślubie. I oczywiście byłam ubrana w czerwoną suknię ślubną.


A dlaczego czerwoną?


To jest tradycja. Panna młoda powinna mieć czerwoną suknię ślubną, ponieważ to jest kolor radości. Z kolei Harry miał czerwony turban. Ciekawostką jest to, że w Indiach to pan młody ma zasłanianą twarz w trakcie ślubu. Służy do tego specjalny welon. Poza tym panu młodemu zakłada się wieniec z pieniędzy, który ma symbolizować dobrobyt. Aby, jako żywiciel rodziny, zawsze dobrze zarabiał i mógł przynosić do domu pieniądze. Pan młody również poddawany jest zabiegom estetycznym. Przygotowuje się dla niego specjalną mieszankę barwników, którą następnie jest malowany przez kobiety ze swojej rodziny. To one kąpią go i przygotowują do ceremonii. W końcu pan młody również ma pięknie wyglądać dla swojej przyszłej małżonki.


A jak wyglądała sama ceremonia?


Ślub był zupełnie inny od tego, który znamy z Polski. Pierwszego dnia była ceremonia w Gurudwarze, która była stosunkowo krótka. Trwała jedynie 20 minut. Musieliśmy razem obejść ołtarz trzy razy dookoła, a każde okrążenie ślubowało inną przysięgę. Co ciekawe, na wyposażeniu pana młodego jest miecz - aby zawsze mógł bronić panny młodej. Z resztą w każdej sikhijskiej światyni są miecze, aby Sikhowie byli zawsze gotowi do walki. Następnego dnia odbyło się przyjęcie weselne. Było dla mnie dość nietypowe. Wyglądało mniej więcej tak, że my z Harrym, jako para młoda, siedzieliśmy na kanapie na scenie, a przez ok. 5 godzin podchodzili do nas goście weselni i robili sobie z nami zdjęcia. Później zaczęła się impreza i nawet pojawiły tańce. Zupełnie różne od polskiej kultury jest to, że w Indiach kobiety nie tańczą z mężczyznami. Prym wiodą panowie. Jeżeli chodzi o mnie, jako o pannę młodą, to musiałam się bardzo sztywno trzymać. Mogłam się tylko delikatnie uśmiechać i nic nie mogłam jeść. O tym, że był tort ślubny, dowiedziałam się z filmu. Z resztą ciasta objadłam się dzień wcześniej, ponieważ w ramach osładzania naszego wspólnego życia, po ślubie wszystkie kobiety z rodziny Harrego nas nimi karmiły. Taka słodka tradycja.


Co Ciebie najbardziej zaskoczyło podczas wszystkich obrządków?


Myślę, że cała otoczka i to, jak hindusi w ogóle podchodzą do ślubu. Przykładowo podczas polskich ślubów na stołach króluje alkohol, natomiast tam był niemile widziany. Jeżeli ktoś chciał coś wypić, to wychodził z sali i robił to po kryjomu. Charakterystyczne jest również to, że w ramach bardzo hucznego świętowania ślubu, mężczyźni przynoszą ze sobą broń i strzelają z niej w powietrze. Tam praktycznie wszyscy mają pozwolenie na broń więc to, co mnie zszokowało, dla nich było normalne. Poza tym nasz ślub był nietypowy, bo byłam pierwszą białą kobietą w rodzinie. To była atrakcja do tego stopnia, że nawet krewni z Filipin przylecieli tylko po to, żeby mnie zobaczyć. Dla wielu z tych osób byłam pierwszą białą osobą, którą widzieli w życiu.


Na dwóch ślubach nie poprzestaliście.


Tak. Ponieważ stwierdziliśmy, że żaden ze ślubów nie był taki, jak sobie wymarzyliśmy, to zdecydowaliśmy, że czas na trzeci ślub – tym razem w Polsce. Chcieliśmy, aby był zupełnie nasz, w naszym stylu. Tym oto sposobem ustaliliśmy datę trzeciego ślubu na Sylwester 2015 roku. Wszystko było przygotowane w stylu hipisowskim – muzyka, wystrój sali. Mój Harry, który miał dzwony, wyglądał absolutnie cudownie! Nawet goście się bardzo postarali i poprzebierali w stroje z przełomu lat 70. Do tego, gdy poszliśmy o północy na bydgoski Rynek świętować Nowy Rok, usłyszeliśmy m.in. piosenkę „Friends will be friends”. To było dla mnie fantastyczne – śpiewać ją i móc uściskać moich przyjaciół. Niezapomniane przeżycie. Niezapomniany Sylwester.





Polka i Hindus, połączenie dwóch tak różnych kultur musi być ciekawą mieszanką. Jakie hinduskie zwyczaje czy przyzwyczajenia imponują Tobie na co dzień?


Myślę, że robi na mnie wrażenie to, jaki Hindusi mają respekt przed rodzicami. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że relacje z rodzicami są przyjacielskie i im jesteśmy starsi, tym ten kontakt z nimi jest luźniejszy. A w Indiach nie. Nawet jest specjalna grzecznościowa forma, aby się do nich zwracać. Gdy się witasz z rodzicami musisz też dotknąć ich stóp, aby pokazać, jak bardzo ich szanujesz. Tak samo jest z każdą starszą osobą.


Tak naprawdę, pomimo że jesteśmy z Harrym już tyle lat razem, nadal poznaję tę kulturę. Na pewno bardzo imponujące jest to, że wszyscy Hindusi, których było mi dane poznać, są zdeterminowani do tego, żeby osiągnąć swój cel. Gdy sobie coś postanowią, to ich droga jest zazwyczaj bardzo trudna. Chociażby z uwagi na populację i konkurencję z nią związaną. Co mogę jeszcze powiedzieć na podstawie Harrego, to na pewno, że Hindusi są bardzo otwarci. Harry ani przez chwilę nie bał się połączenia naszych kultur. Bardzo odważnie podszedł też do tematu kotleta schabowego i naszej polskiej kuchni (śmiech).


Czy Twój mąż ma jakieś nietypowe w naszej kulturze przyzwyczajenia, które Ciebie bawią lub rozczulają?


Na pewno uwielbiam to, w jaki sposób je. Ponieważ je głównie rękoma. Szczególnie, gdy przyrządza jakieś swoje indyjskie dania. Poza tym zauważyłam, że jak się zdenerwuje, albo jest bardzo przejęty, zaczyna mówić po pendżabsku i nawet sobie z tego nie zdaje sprawy (śmiech).


Przed Wami nowy etap w życiu – zostaliście rodzicami. Z tego, co wiem, Wasza córka ma wyjątkowe drugie imię. Czy oprócz tego, widziałaś jakieś różnice w przygotowaniach do narodzin dziecka w rodzinie polskiej i hinduskiej?


Wiadomo, cała rodzina bardzo się ucieszyła na wieść, że będziemy mieli dziecko. Trochę dało się odczuć, że bardzo chcieli, aby pierwszy był chłopiec, a nie dziewczynka. Ale wynika to po części z ich kultury. Natomiast przez długi czas była u nas batalia, jeżeli chodzi o imię. Trwała nawet dwa tygodnie po narodzinach naszej córeczki. Jak się później okazało, rodzice Harrego nie chcieli zaakceptować imienia, które ja wybrałam. Wyszło na to, że w typowej hinduskiej rodzinie dziadkowie mają bardzo duży wpływ na wybór imienia wnuków. Początkowo szukaliśmy takiego, które mogłoby funkcjonować zarówno w Polsce jak i w Pendżabie, ale to się nie mogło udać, bo takiego imienia po prostu nie ma. Ostatecznie stanęło jednak na mojej Aleksandrze. Przeważył argument, że i tak mała będzie miała pendżabskie drugie imię – wszystkie dziewczynki mają w tym rejonie na drugie imię Kaur – i nazwisko.


Wspomniałaś o dziadkach. To instytucja, bez której wielu młodych rodziców nie wyobraża sobie żyć. U Was jedni i drudzy dziadkowie oddaleni są o tysiące kilometrów. Macie już plan, jak pielęgnować ich więź z Waszym dzieckiem?


Z racji odległości z pewnością częściej będzie u nas moja mama. Przyjazd rodziców Harrego wiąże się z wyrabianiem wizy i wielogodzinnym lotem. Ale mamy plan, żeby latać czy to do Polski, czy do Indii i zostawiać malucha dziadkom, a samemu zwiedzać oraz mieć czas dla siebie. Wiadomo, musimy z tym trochę poczekać, aż nasza córka będzie większa, ale to jest jedna z możliwości. Na pewno chcemy, żeby miała kontakt z dziadkami z Indii i moją mamą z Polski. Te wpływy są potrzebne, żeby poznawała swoje dziedzictwo i swoją tradycję.


Wiem, że podróże są Wam bliskie. Jakie jest więc Wasze idealne miejsce do życia?


Tego jeszcze nie wiemy, bo mamy bardzo dużo planów. Aktualnie mieszkamy w Anglii i na pewno zostaniemy tu na czas specjalizacji Harrego. Później myślimy, aby wyjechać do Kanady. Ale generalnie chcemy podróżować. Mamy taką wizję, że jak już będziemy bardzo starzy, to zamieszkamy gdzieś w domku przy plaży i będziemy pływać do woli swoją własną łodzią. Po morzach i oceanach.


Czyli hipisowska natura nie pozwala Wam spocząć w jednym miejscu.


Zdecydowanie. Nie chcemy nigdzie osiąść na stałe, ponieważ stwierdziliśmy, że jest tyle do zobaczenia, a tak mało czasu, że chcemy jak najwięcej tego czasu spędzić na podróżowaniu. Ale jak wiadomo, musimy się do tego przygotować.


Znając Wasz zapał sądzę, że jest to kwestia zorganizowania się i wytyczenia konkretnego celu. Choć teraz z pewnością Wasza energia skupi się na poznawaniu córeczki i pokazywaniu jej naszego pięknego świata. Natomiast, gdy przyjdzie czas, życzę Wam szerokiej drogi i otwartych ludzi, gdziekolwiek nie postanowicie się pojawić i zamieszkać.

FOLLOW ME

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

STAY UPDATED

POPULAR POSTS

TAGS