Czy istnieje gen przedsiębiorczości? - rozmowa z Agnieszką Bieńkowską

March 9, 2018

 

Babcia zaczynała jako krawcowa, tata eksperymentował z uprawami rolnymi, brat z kuzynem założyli sieć salonów kosmetycznych, kuzynki otwierają swoje sklepy i restauracje. A ona? Agnieszka Bieńkowska jest wizażystką i jednocześnie właścicielką salonu SilkTouch w Toruniu. Na czym polega fenomen tej przedsiębiorczej rodziny? Czy żyłka do interesów to kwestia metod wychowawczych, środowiska, a może... genów? 

 

Jaka jest historia Agnieszki? Czy już na etapie wybierania swojej drogi zawodowej w szkole średniej myślałaś o tym, że będziesz zakładała własną firmę?

 

Nie, nie myślałam o tym. To wszystko wyszło z czasem. Generalnie pochodzę z takiej miejscowości, gdzie wiele osób utrzymuje się z własnych biznesów. Dlatego zawsze etat i własna firma były w moim umyśle na tym samy poziomie. W rodzinie wielu bliskich miało swoją działalność i było to dla mnie coś naturalnego. Po prostu jedna z opcji. Wkraczając w dorosłość postawiłam na naukę. Początkowo chodziła mi po głowie stomatologia, moją pasją były też języki obce, a ostatecznie postawiłam na psychologię. Z resztą zawsze byłam zwolenniczką kompleksowego podejścia. Wiedziałam, że wybierając takie studia będę miała wiele możliwości – czy biznes, czy terapia, czy zwyczajne kontakty interpersonalne. Wszędzie wiedza psychologiczna ma zastosowanie. Poza tym bardzo lubię pracować z ludźmi i czułam, że to będzie dobry ruch. 

 

Wspomniałaś, że pochodzisz z przedsiębiorczej miejscowości. A jak wyglądały Twoje wzorce w rodzinie? 

 

Ta historia zaczyna się od babci. Babcia od strony mamy była bardzo przedsiębiorczą kobietą. W swoim życiu podejmowała się różnych przedsięwzięć. Zaczynała prozaicznie - od szycia kołder. Później przyszedł czas na przygotowywanie produktów bardziej dekoracyjnych, jak np. pracochłonne gobeliny, ozdobne obrusy, haftowane serwetki i sprzedaż ich. Myślę, że dzisiaj jej prace mają ogromną wartość. Warto dodać, że szkoliła się sama. Dodatkowo, w związku z tym, że miała rodzinę na Ukrainie, swego czasu sprowadzała też zza wschodniej granicy różne towary. Z czasem wyjechała do pracy do USA. Co ciekawe, języka uczyła się dopiero na miejscu. Dodam, że gdy wyjeżdżała po raz kolejny do Stanów, była już w podeszłym wieku. Podziwiałam ją za to, że przez całe życie zarabiała na wszystko własnymi rękami. Pomimo tego chciała i mogła obdarowywać i wspierać dorosłe już dzieci. Z kolei dziadkowie od strony taty byli rolnikami. Mieli bardzo dużo ziemi i musieli zarządzać całym gospodarstwem, co również uważam za duże wyzwanie. Jak teraz o tym myślę, to okazuje się, że wszystkie moje kuzynki od strony mamy mają swoje biznesy, np. restauracje, sklep z rękodziełem. Podobnie jest w rodzinie taty. I tu też zaczyna się jeden z moich przedsiębiorczych wątków, bo jeden z kuzynów wymyślił i stworzył markę SilkTouch.

 

Jak dobrze pamiętam, to założycielem SilkTouch jest kuzyn razem z bratem?

 

Tak. Był 2010 rok. Kuzyn myślał nad założeniem własnego biznesu. Miał na niego fundusze, tylko brakowało konkretnego pomysłu. Wtedy dowiedział się o sprzęcie do trwałej depilacji metodą IPL, która była wówczas czymś nowym. Stwierdził, że dobrze byłoby na tym oprzeć cały swój projekt. Wtedy padła propozycja nawiązania współpracy z moim bratem, który okazał się zainteresowany. Razem stworzyli całą markę od podstaw. Tak powstały dwa pierwsze salony – w Lublinie i w Siedlcach. 

 

A skąd u Ciebie decyzja o rozpoczęciu współpracy z marką SilkTouch?

 

Od razu po studiach trafiłam do Torunia. Z resztą po części za namową jednej z przedsiębiorczych kuzynek. Tutaj się zakochałam i postanowiłam zamieszkać na stałe. To był 2014 r. Wcześniej nie zakładałam, że będę tak daleko od swojego domu, ale tak się ułożyło. Popracowałam trochę w branży zupełnie nie związanej z moim wykształceniem, bo w nieruchomościach. Z czasem jednak poczułam niedosyt i pomyślałam, że może warto otworzyć w Toruniu filię SilkTouch. Okoliczności były sprzyjające, bo gdy szukałam zawodowego pomysłu na siebie, ze strony rodziny pojawiła się propozycja związana z salonem. Do tego to był okres, gdy można było dostać z Urzędu Pracy dofinansowanie na otworzenie własnej działalności. Miałam zaplecze dużej wiedzy i doświadczenia ze strony braci. Wiedziałam, że mogę na nich liczyć i że pomogą mi szczególnie na początkowym etapie, który wydawał się najważniejszy. To wszystko dodało mi odwagi, żeby spróbować. 

 

Myślisz, że to była odważna decyzja?

 

Teraz z perspektywy czasu myślę, że tak. Wtedy tego tak nie odczuwałam. Nie wiedziałam z czym dokładnie będzie się to wiązało, ile obowiązków mnie czeka. A chciałam spróbować. Myślę też, że to nie koniec takich decyzji w moim życiu. Cały czas rozważam nowe pomysły na siebie, na kształtowanie swojej drogi zawodowej i finansowej.

 

Z czasem obok SilkTouch wykreowałaś nową markę - BeautyBar. To działalność związana ściśle z inną Twoją pasją, wizażem.

 

To był również argument za otworzeniem salonu. Jeszcze na studiach zainwestowałam w kurs wizażu, który zakończył się egzaminem państwowym. Mam więc zawodowy tytuł wizażystki. To jest mój drugi zawód oraz pasja. Wiedziałam, że jak stworzę takie miejsce jak SilkTouch, to będę mogła się rozwinąć także pod tym kątem. A rozszerzając ofertę salonu, łatwiej mi będzie pozyskać zainteresowanie klientek na rynku toruńskim. Wciąż doskonalę swój warsztat na szkoleniach, m.in. u makijażystki gwiazd - Kasi Zaremby. Podczas makijażu wykonywanego zwykle na jakąś ważną dla klientki okazję staram się wytworzyć miłą, pozytywną atmosferę. Rozmawiamy zwykle bardzo szczerze. Zależy mi, by był to dla niej relaks. Ten czas, efekt metamorfozy i zadowolenie mile zaskoczonej nowym wizerunkiem klientki dają mi dużą satysfakcję. Tak więc praca makijażystki to dla mnie idealne połączenie dziedzin, w których się czuję najlepiej: psychologii i wizażu. I – jak wierzę – klucz do sukcesu (śmiech).

 

Ile razy rozmawiamy, to chodzą Ci po głowie kolejne pomysły na biznes, w które moglibyście z mężem zainwestować. Jak wygląda u Ciebie poszukiwanie takich inspiracji?

 

Myślę, że w mojej rodzinie jest naturalne, że szukamy różnych możliwości. Gdy jestem w rodzinnych stronach, to często rozmawiam z bratem czy kuzynostwem i podrzucamy sobie swoje pomysły, obserwacje. Stąd też powstał kiedyś pomysł, żeby spróbować swoich sił w Lodolandii. Razem z bratem weszliśmy we franczyzę i otworzyliśmy budkę z lodami. Początkowo funkcjonowała w Bydgoszczy, ale z czasem przenieśliśmy ją w nasze rodzinne strony, na lubelszczyznę.

 

Czyli to kolejny biznes, który realizujesz?

 

Tak. Kolejny, w który zainwestowaliśmy.

 

Należysz do osób, które lubią być dobrze przygotowane oraz analizują wszystkie za i przeciw. Gdy rozważasz inwestowanie w kolejny projekt, to które elementy biznesplanu są dla Ciebie najważniejsze?

 

Z perspektywy czasu widzę, że jest dla mnie ważne, na ile mogę wnieść swój wkład w konkretny biznes. Czy wykorzystam swoje kompetencje, czy przeciwnie - będę zależna od innych. Wychodzę z założenia, że jeżeli większość będzie zależała od osób, które będę zatrudniać, to może się to nie udać. Bo jednak trzeba polegać na sobie i swoich umiejętnościach. Obserwuję to w Salonie. Gdy jestem na miejscu i mam wszystko pod kontrolą, to przekłada się to na większe zyski. Mówi się, że jak robisz to co kochasz, to biznes będzie dobrze funkcjonował. I ja to potwierdzam. Dlatego wierzę, że gdy budujesz firmę wokół swoich umiejętności i pasji, to masz szansę na sukces. A jeżeli są propozycje, w których niewiele od Ciebie zależy, albo nie masz do czegoś predyspozycji lub po prostu serca, to ryzyko niepowodzenia jest o wiele wyższe. 

 

To bardziej Twoja własna obserwacja, czy doświadczenie rodziny?

 

Jedno i drugie. 

 

Żyjemy w czasach, w których sporo się mówi o edukacji finansowej u dzieci. Jak wiadomo, w szkołach nie jest ona na najwyższym poziomie, więc dzieciom pozostaje obserwacja najbliższych. Czy w związku z tym, że wychowywałaś się w tak przedsiębiorczej rodzinie czułaś, że w domach poruszaliście inne tematy, niż u znajomych z Twojego podwórka?

 

Ciężko mi powiedzieć, bo nie wiem, jak było w innych domach (śmiech). Przykładowo moi rodzice zawsze uważali, że pieniądze są dla ludzi. To nigdy nie był powód do stresu. Nie mieli silnej potrzeby ich posiadania, bardziej obrotu nimi. Co istotne, nie bali się ryzyka związanego np. z wzięciem kredytu, aby w coś zainwestować. No i na pewno pozwalali mi uczyć się na błędach. Także gdy w coś wchodziłam, to nie kontrolowali mnie przesadnie. Raczej dawali wolną rękę i pozwalali na zbieranie swoich doświadczeń. Jak coś mi nie wyszło, to musiałam sobie z tym poradzić. Także zdecydowanie wpoili mi otwartość na podejmowanie ryzyka. Zrozumiałam to dopiero, gdy zauważyłam u innych ludzi nastawienie zupełnie przeciwne, czyli przesadną ostrożność w rozporządzaniu pieniędzmi i kurczowe „trzymanie się ich”. Jak teraz obserwuję, istnieje spore grono ludzi, którzy wolą trzymać się tego, co już mają i nie ryzykować z nowymi przedsięwzięciami. Na pewno większa skłonność do ponoszenia ryzyka zależy również od tego, czy ktoś ma zaplecze finansowe. Ja mogłam liczyć na starcie na wsparcie rodziców i taki model postępowania się u nas wywodzi z pokolenia na pokolenie. Począwszy od pradziadków starsze pokolenia miały możliwość wspierać finansowo młodsze. Było to dla nich naturalne i bardzo chętnie to robiły. Potem te już dorosłe dzieci przekazywały to dalej, wspierały swoje dzieci itd. Poza tym cały czas rodzice, czy dziadkowie podejmowali różne niestandardowe działania, poszukując dodatkowych źródeł dochodu. Tata, mimo że nie miał własnej firmy, cały czas wychodził z nowymi inicjatywami. Oprócz regularnej pracy na etacie, eksperymentował z różnymi uprawami rolnymi na sporą skalę, korzystając z posiadania ziemi po „dziadku-pradziaku”. Oczywiście raz na tym wychodził lepiej, raz gorzej. 

 

Czyli można powiedzieć, że jesteś z rodziny, która szuka różnych możliwości?

 

Tak, rodziny ryzykantów (śmiech). Ale Twoje stwierdzenie brzmi trafnie, bo jak już wspomniałam nadal szukam nowych możliwości. Coś mi chodzi ostatnio po głowie, nie będę jeszcze zdradzać co, ale istnieje duża szansa, że na SilkTouch się nie skończy moja droga zawodowa.

 

Teraz sama jesteś młodą mamą. Czy analizując zachowania swoich rodziców masz jakieś sposoby na to, aby wychować dziecko skłonne do przedsiębiorczych zachowań, pewne siebie, niezależne? Czy są jakieś metody, które czujesz, że konkretnie Ciebie wsparły?

 

Myślę, że właśnie ta bezwarunkowa miłość i bezwarunkowe wsparcie. Oraz nie narzucanie rozwiązań. Wiadomo, że ważne jest też dawanie przykładu. Rodzice, jako podstawowe wartości, wpoili nam uczciwość i etyczne postępowanie. To dla mnie bardzo ważne i pomaga w podejmowaniu decyzji biznesowych. Poza tym moi rodzice duży nacisk kładli na edukację i chcieli, żebym się uczyła. Ja do tego dołożyłabym podjęcie pracy w trakcie studiów. Gdybym już wtedy rozpoczęła życie zawodowe to czuję, że miałabym jeszcze więcej możliwości. W przyszłości na pewno będę to sugerować swojemu dziecku. Mamy takie czasy, że już same studia nie wystarczą. Najważniejsze jest doświadczenie i umiejętności praktyczne, by mieć łatwiejszy start w dorosłe życie.

 

Jako rodzice często zastanawiamy się, kim będą nasze dzieci, jaka będzie ich przyszłość, co będą robiły? Chcemy oczywiście, aby przede wszystkim były szczęśliwe i wykorzystywały swoje talenty. Ale wielu rodziców marzy o konkretnym kierunku rozwoju swoich pociech. Czy należysz do nich? Czy będziesz starała się, wychowując swoje dziecko i pokazując mu świat, zachęcać je np. do założenia swojej firmy?

 

Nawet nie przyszło mi to do głowy. Chyba przez to, że jak mówiłam, rodzice zawsze zostawiali mi wolną rękę, teraz i ja nie mam żadnego "planu" dla mojego dziecka, ani oczekiwań.  

 

A co będziesz chciała szczególnie wpoić swojemu synowi?

 

Aby nie bał się ryzyka. Na pewno będę się starała nie wywołać w nim lęku przed podejmowaniem odważnych decyzji. A także przed pieniędzmi. Zawsze byłam zdania, że „pieniądze są po to, żebyśmy mogli ciekawie żyć, a nie żeby były”. I zdecydowanie nie są w życiu najważniejsze.

 

Czyli jeżeli za kilkanaście lat Twój syn przyjdzie do Ciebie i powie: "Mamo, mam sprawę. Jest ciekawy biznes, w których chciałbym wejść...", to co mu odpowiesz?

 

Synu, idź do banku, zapytaj o zdolność kredytową i możesz działać (śmiech). Oczywiście na pewno go wesprę na starcie jak tylko będę mogła, ale co o reszty działań zostawię mu wolną rękę. Na nim też będzie spoczywała odpowiedzialność za te decyzje.

 

A wracając do głównego pytania, które mnie szczególnie interesuje - co Twoim zdaniem jest fenomenem Waszej przedsiębiorczej rodziny? Czy o Waszej postawie i otwartości na nowe przedsięwzięcia zadecydowało środowisko, w którym dorastaliście, metody wychowawcze rodziców, czy po prostu "macie to we krwi"?

 

Myślę, że każdy z tych czynników po części o tym zadecydował. Tak jak psychologia nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy to bardziej geny, czy jednak środowisko decydują o osobowości człowieka, tak jest i w tym przypadku. Człowiek jest sumą doświadczeń, wzajemnego wpływu otoczenia, genów i wychowania. Z pewnością jednak można kształtować u dziecka przedsiębiorczość, pewność siebie i zaradność. Kluczem jest mądre wspieranie go w jego własnych wyborach.

 

Czyli kolejne wyzwanie na rodzicielskiej drodze. Mam nadzieję, że świetnie sobie z nim poradzisz i z czasem Twój syn zauważy oraz doceni Twoje przedsiębiorcze działania. Póki co życzę Ci kolejnych ciekawych eksperymentów zawodowych! Aby odkrywanie nowych rozwiązań dawało Ci równie wiele przyjemności.

 

Powodzenia!

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

FOLLOW ME

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

STAY UPDATED

POPULAR POSTS

Please reload

TAGS

Please reload

© 2017 by Anna Jastrzebska

  • Facebook - White Circle
  • Instagram - White Circle
  • LinkedIn - White Circle