Matka-plastyk czyli rozmowa z Panną Pierniczek


Szkło pokochała jako nastolatka, a już w kilka lat później jej biżuterię pokochały setki polskich kobiet. Katarzyna Herniczek-Pawłaszek. Dziewczyna z Katowic, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych we Wrocławiu, w branży znana jako Panna Pierniczek, a wśród bliskich - jako żona astronoma i mama Fryderyka. Dzisiaj kilka słów o tym, jak godzić dwa światy - pracownię plastyczną i jedną z najważniejszych ról życiowych, bycie mamą.


Skąd Twoje zamiłowanie do zajęć manualnych? Czy ktoś w rodzinie Ciebie do tego zachęcał?

Historia jest dosyć prosta. W szkole zawsze byłam słaba z matematyki. Mój ojciec - inżynier - był załamany. Mama też była przerażona, bo w ich przekonaniu ten przedmiot był absolutną podstawą. Wtedy moja mama stwierdziła, że może dobrym kierunkiem będą dla mnie zajęcia plastyczne. I rzeczywiście, tak było. Sprawiało mi to frajdę i do tego nieźle wychodziło. Tak zrodził się pomysł na plastykę.


Czyli do Zespołu Szkół Plastycznych im. Tadeusza Kantora w Dąbrowie Górniczej skierowała Ciebie troska rodziców. Jak się w nim odnalazłaś? Czy miałaś swój ulubiony przedmiot?


Szkoła plastyczna to był dobry wybór. Od początku to czułam. A co do ulubionego przedmiotu - od razu było to szkło. Trudno mi z perspektywy czasu stwierdzić, czy dlatego lubiłam projektowanie szkła, bo mi wychodziło, czy może wychodziło mi, bo je lubiłam? Muszę od razu podkreślić, że nie jestem typem genialnego dziecka. Co prawda szkołę plastyczną skończyłam z wyróżnieniem, ale było to okupione ciężką pracą. Wychodzę z założenia, że jeżeli człowiek robi to, co lubi, to może osiągnąć naprawdę wiele. Co ważne - moja szkoła była wówczas jedyną w Polsce, która prowadziła zajęcia z projektowania szkła. Więc gdyby nie ten zbieg okoliczności, na pewno moje losy potoczyłyby się inaczej...


Czyli z projektowaniem szkła zetknęłaś się pierwszy raz mając 13 lat i ten kierunek rozwoju kontynuowałaś później na studiach?


Tak. Pojechałam do Wrocławia i rozpoczęłam naukę na Wydziale Sztuk Pięknych na Katedrze Szkła. Zawsze bardzo chciałam robić wielką sztukę i tam było to możliwe. Już na studiach kupiłam swój własny piec i zaczęłam eksperymenty na własną rękę. Niestety do tej pory nie udało mi się skompletować wystarczającego warsztatu, aby tworzyć formy, jakie mi się marzą więc aktualnie skupiam się wyłącznie na rękodziele. Jak to powiedział mój profesor: "albo bogaty mąż, albo wygrana w totka" (śmiech). Bogaty mąż swoją drogą, ale ta wygrana mi się marzy... Wtedy zrobiłabym warsztat na miarę moich potrzeb!


Nic, tylko grać! Powiedz mi jeszcze kilka słów o marce, którą stworzyłaś. W branży występujesz jako Panna Pierniczek. Skąd to piernikowe skojarzenie?


Pierwszą moją marką były "Herniczki Pierniczki". Taka słodka, a zarazem prosta rymowanka z moim nazwiskiem. A potem, gdy się przeprowadziłam do Torunia, zmieniłam nazwę na "Panna Pierniczek".


Czyli Toruń był Ci pisany?


Najprawdopodobniej.


Bo warto dodać, że z Wrocławia do Torunia przyjechałaś za swoją miłością.


Tak. Śmiejemy się, że ja przyjechałam za swoją miłością (mężem), a mąż za swoją - czyli astronomią (śmiech).


To było pięć lat temu. Czy przeprowadzka wpłynęła na Twoją działalność? Odczułaś różnicę między klientem toruńskim, a wrocławskim?


Zdecydowanie. Nagle z wielkiego, dynamicznego Wrocławia, który jest otwarty na wszelkiego rodzaju twórczość, przeprowadziłam się do Torunia - miasta, które jest przede wszystkim o wiele mniejsze. W związku z tym zapotrzebowanie na rękodzieło jest mniejsze. I to był początkowo duży problem. Musiałam się przestawić na sprzedaż internetową. Druga sprawa - szkło jest stosunkowo drogie. A jeżeli same materiały mają wyższą wartość, to powstające produkty muszą mieć swoją cenę. Wiedzą o tym sami rękodzielnicy, a ze świadomością klientów w Toruniu jest już różnie.


Wspomniałaś o szkle, jako materiale. Opowiedz o technice, w której tworzysz.


Jest to fusing, czyli zgrzewanie szkła. Sam proces jest dosyć czasochłonny. Na początku przygotowuję projekt biżuterii, którą chcę wykonać. Następnie muszę go przenieść na karton i wyciąć szablon. Wykorzystuję go do odrysowania kształtu na szkle. Do wycinania używam specjalnego nożyka, a resztki materiału odłamuję szczypcami. Teraz przychodzi kolej na wyszlifowanie rantów tak, by były gładkie. Wycięty i wyszlifowany element pokrywam farbami do szkła, następnie nakładam drugą warstwę wyciętego szkła (powstaje tzw. kanapka). Czas na wygrzewanie w piecu, w którym temperatura dochodzi do 830 stopni. Biżuteria wypala się przez dwie godziny, następnie powoli i kontrolnie chłodzi, by uniknąć naprężeń. Gotowe szkła wyjmuję, myję i doklejam półfabrykaty np. zapinkę do broszki. Cały proces jest wieloetapowy, ale warto!


Co istotne - każda moja praca ma indywidualny charakter. Mogę stworzyć coś podobnego, ale przygotowanie identycznych dwóch egzemplarzy jest praktycznie niemożliwe. Stąd moje wyroby są tak wyjątkowe. I to kochają w nich klientki.


Gdy rozpoczynałaś swoją działalność miałaś plan działania? Wiedziałaś, w którym kierunku chcesz iść? Na jakim etapie być za kilka lat?


Absolutnie nie. To było bardzo spontaniczne. Jak wspominałam, rozpoczynałam swoją działalność już na studiach - wtedy metodą prób i błędów ustaliłam, co ludziom się podoba i co się sprzedaje. Bo trzeba zaznaczyć, że nie zawsze to, co się ludziom podoba, jest sprzedawalne. Klienci mogą się zachwycać szklanymi kaflami, ale kupią właśnie biżuterię.


Panna Pierniczek to marka rozpoznawalna głównie dzięki charakterystycznym szklanym ptakom. Kiedy pojawił się na nie pomysł?


W zasadzie na samym początku. Zaprojektowałam jedną serię, a później okazało się, że jest nią bardzo duże zainteresowanie. Od tego czasu wykonuję je regularnie, w każdym sezonie.


A czy miałaś w swojej karierze jakieś nietypowe zamówienia? Albo projekty, których się nie podjęłaś?


Kiedyś jedna z klientek zapytała mnie, czy mogę zrobić dla niej jeżozwierza ze szkła. Ale jej odmówiłam. Stwierdziłam, że moja wyobraźnia nie pozwala mi na profesjonalne wykonanie tego zlecenia (śmiech). Także zdarzają się zabawne sytuacje. Poza tym warto zaznaczyć, że zwykle robię to, co lubię. Dlatego wolę mówić o sobie jako o plastyku, a nie projektancie. Nie wykonam wszystkiego. Podejmuję się takich projektów, gdzie jestem pewna, że wykonanie będzie dla mnie satysfakcjonujące.


Ostatnio Twoja twórczość odeszła na drugi plan, ponieważ zostałaś mamą i przybyło Ci obowiązków. Twój syn ma już prawie roczek, czyli Twoja przerwa trwa ponad półtora roku. Jak przygotowujesz się do wielkiego powrotu na rynek?

Niestety nie jest to takie proste. Czuję, że wypadłam z obiegu i wiem, że przede mną dużo pracy. Z moich obserwacji wynika, że jak marka przestaje być widoczna w social mediach, czy w sprzedaży bezpośredniej, to zainteresowanie nią znacznie maleje. Ale mam nadzieję, że moje dziecko będzie wyrozumiałe i pozwoli mi pracować. Przyznam, że przed nami ciekawy czas, bo jednak zadań mi przybyło, a doba nadal ma tylko dwadzieścia cztery godziny. Mimo to liczę, że już niedługo będę mogła ogłosić oficjalny powrót. Jestem dobrej myśli. Z pewnością to wszystko podziała na mnie mobilizująco i ostatecznie wyjdzie z tego coś ciekawego. Bo trzeba powiedzieć, że jak ktoś długo nie tworzy, to zmienia się jego styl. Nie wiem, czy będę potrafiła dokładnie tak samo wykonywać moje ptaszki. Może czas na nowe formy, nowe kolory...?


Czy masz już jakąś strategię powrotu na rynek? Miałaś czas zaplanować pierwsze kroki?


Opieka nad dzieckiem skutecznie wypełnia moją dobę, więc czasu na przemyślenia mam niewiele. Liczę na to, że listopad - w którym chcę wrócić do pracy twórczej - będzie przełomowy. Mam nadzieję, że będę miała wreszcie przestrzeń, aby wymknąć się do pracowni i znów zacząć wypalać szkło. Na pewno zacznę od wspomnianych już ptaszków, które klientki bardzo lubią. A dalej - zobaczymy co przyniesie wena. Mogę też zdradzić, że planuję zmianę logo. Chcę, żeby moi klienci widzieli, że to nadal Panna Pierniczek, ale już w trochę innej odsłonie. Liczę, że im się spoodba. A może ten krok przyniesie mi nowych zwolenników?


Wiesz już jak będziesz godzić rolę mamy i plastyka?


Nie (śmiech). Cały czas sobie jeszcze tego nie wyobrażam. Na pewno, z uwagi na Fryderyka, zrezygnuję na jakiś czas z zamówień indywidualnych. Ta gałąź mojej działalności będzie musiała trochę poczekać. Po prostu obawiam się, że nie będę aż tak bardzo dyspozycyjna. Planuję za to dobrze przygotowywać się do spotkań z klientami podczas targów, czyli sprzedaży bezpośredniej. Mam nadzieję, że produkty, które zaproponuję, spotkają się z ich entuzjazmem.


Jesteś obecna na rynku już kilka lat. Czy w tym czasie doczekałaś się już jakichś stałych klientów, którzy czekają na Twoje projekty?


Oczywiście, że tak. Bardzo mnie wspierają. Oprócz indywidualnych klientek, współpracuję również z instytucjami, które cyklicznie składają u mnie zamówienia. Bardzo sobie chwalę taką współpracę.


Przed Tobą intensywny czas. Czego w takim razie można Ci życzyć w nadchodzących miesiącach?


Chyba łagodnego wdrożenia się. Aby powrót na rynek był dla mnie przyjemny i bezbolesny (śmiech).


Każda matka, która oprócz opieki nad dziećmi, przejawia aktywność zawodową, z pewnością przyzna, że łączenie tych dwóch dziedzin nie jest proste. Wymaga dużej wyrozumiałości dla samej siebie. Wiadomo, chcemy być perfekcyjne na każdej płaszczyźnie. Tylko czy jest to możliwe? Idealne jest znalezienie złotego środka. To z kolei wydaje się prostsze w teorii, niż w prawdziwym życiu. Pozostaje nam więc kobieca intuicja. Miejmy nadzieję, że i w przypadku naszej Panny Pierniczek okaże się ona niezawodna. Za to trzymam kciuki.


Powodzenia!

FOLLOW ME

  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

STAY UPDATED

POPULAR POSTS

TAGS

© 2017 by Anna Jastrzebska

  • Facebook - White Circle
  • Instagram - White Circle
  • LinkedIn - White Circle